Guma arabska-fanaberia czy powrót do źródeł?
23 luty, 2007 — ZbyWydawałoby się, że guma arabska, podobnie jak inne techniki swobodne (zwane czasem szlachetnymi), to kompletny przeżytek w dobie wszechobecnych syfraków. Ale szkoły fotograficzne ciągle uczą o gumie i jak ją robić. Czy to oznacza, że każdy szanujący się wykształcony fotograf musi umieć nie tylko grzebać w Photoshopie, ale powinien wiedzieć, jak zrobić emulsję i poprawnie wykonać gumowy obraz?
Przecież na obrazy gumowe nie ma w Polsce rynku. Nikt nie kupi zdjęć ślubnych, na których kolory nie biją w oczy 200-procentową saturacją, a kontrast jest co najmniej umiarkowany. Nikt nie zapłaci minimum 100 zł za obrazek, który być może wymagał kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu godzin pracy i powstał w jednym, góra w kilku egzemplarzach. Ludożerka na pewno gumy nie kupi.
Czy nie lepiej uczyć, jak w dwie godziny zrobić w Corelu szablon kalendarza, w który włoży się dowolną liczbę zdjęć przedszkolaków, a rodzice i tak kupią, bo jak nie kupić, skoro inni już kupili? A kasa wartkim strumieniem leci do kieszeni pana fotografa.
Czy to tylko fanaberia wymierających hobbystów? A może stetryczałe programy nauczania w naszych akademiach fotografii? A może jeszcze coś?
